3.11.2015

DRESSLINK NR.2 / KONTUNUACJA WSPÓŁPRACY + PREZENTY

Hej Skarby !

Moja współpraca z Dresslinkiem została przedłużona. Miesiąc temu złożyłam ponowne zamówienie, paczka dotarła do mnie po niecałych 3 tygodniach, teraz nadszedł moment aby przedstawić Wam moje zamówienie.

Zapraszam na recenzję produktów !

Tym razem zdecydowałam się na  ZESTAW PĘDZLI .

W opakowaniu znalazłam 4  grube puchacze do nakładania i blendowania cieni.



 Każdy z tych pędzelków posiada swój wyjątkowy kształt - stożkowy, płaski, zaokrąglony i ścinany.


Przyznam szczerze,że składając zamówienie nie byłam przekonana co do ich jakości. Nigdy nie stosowałam pędzli drogeryjnych, nie sięgałam po te z małych sklepików czy innych niewiadomych źródeł.
Już jako dziecko poznałam tajniki doboru najlepszych pędzli, wprawdzie wtedy odbywało się to pod kątem farb olejnych i akwareli ale jednak pewien szacunek do akcesoriów plastycznych jaki Tata we mnie wyrobił został  na całe życie. Odpowiednia waga i gatunek drewna potrafią totalnie wpłynąć na jakość malowania, to samo tyczy się włosia, nawet przecietny kosmetyk jesli współgra z dobranym włosiem może o wiele dłużej "przetrwać " na naszej twarzy. Ale o gabarytach i odpowiednim strzyżeniu napiszę Wam kiedyś post (o ile będziecie zainteresowane), bo temat jest ogolnie ciekawy i  może wiele wnieść do makijażu ;)  Wracam jednak do meritum tematu, dotychczas wszystkie moje pędzelki pochodziły z firmy : Hakuro, Kozłowski ( pędzelki z naturalnego włosia dla plastyków które są tak precyzyjne do malowania jaskółek żelowym eyelinerem ,że wszelkie real techniksy i zoevki się chowają ) czy mniej popularnej vegańskiej Bamboo.
Nigdy mnie nie zawiodły, aczkolwiek te z Hakuro po latach używania powoli zaczynają się miotełkować :( Oczywiście nic nie trwa wiecznie, ale  zakup nowych pędzli to jednak spory wydatek, tym bardziej kiedy planuje się ponowny zakup wszystkich do nanoszenia i blendowania cieni.
Kuszona mega pozytywnymi recenzjami na temat " chińskich puchaczy" uległam, zamówiłam zestaw do blendowania, i wiecie co ? jestem naprawdę zdumiona.

Włosie syntetyczne, zbite i bardzo mięciutkie, przystrzyżenie równe.
Rączki solidne, grube i twarde.
Skuwki wykonane precyzyjnie, precyzyjnie wklejone na rączkę, włosie misternie dopasowane.

Jedyne co mnie zaskoczyło to wielkość. Poniżej porównanie pędzla stożkowego z Hakuro H76 (wybaczcie,że na pędzlu  jest pigment, ale  robiłam dla Was dwa posty i przez pomyłkę wykorzystałam nie ten pędzelek co trzeba) z pędzlem z Dresslink.
Jak widać  Dresslink jest ogromny.
Ładnie blenduje, cienie rozprowadza miękko, nie robi plam. Ale niestety ze wzgledu na swoje gabaryty jest mało precyzyjny.

Podobnie jest z rączką, drewienko proporcjonalne do włosia.  poniżej możecie sobie porównać  ( od prawej) pędzel Hakuro H21  z Dresslinkiem i z Hakuro stożkowym H76

Kolejnym produktem z zamówienia jest  czarna koszulka z  pozytywnym nadrukiem "Dream, Believe, Achieve...".
Jakość t-shirtu mogłaby wprowadzić w zakłopotanie niektóre sieciówki.
Bawełna jest gruba, mięsista i ciepła. Rękawki lekko podwinięte i przeszyte. Kolor wysoce napigmentowany, nie farbuje zarówno w trakcie noszenia jak i prania. Po praniu nadruk nie uległ uszkodzeniu, a sama koszulka nie odkształciła się nawet w dekolcie.

Świetnie wykonany t-shirt, ubolewam tylko,że nie wzięłam mniejszego rozmiaru... wybrałam L bo obawiałam się,że M nie będzie zbyt luźna ( w końcu azjatki są takie drobniutkie) a podejrzewam,że śmiało mogłam zamawiać nawet i S. Koszulka jest ogromna na mnie ale nosze ją wpuszczoną do spódnicy i ramoneski i wygląda naprawdę dobrze:)
Szczerze polecam, bo jakość fenomenalna. Jednak jeśli zastanawiacie się między dwoma rozmiarami, to polecam brać  mniejszą :)




Trzecim i ostatnim produktem w tym zamówieniu było kimono.
Pierwsze kimono zakupiłam w maju tego roku i totalnie przepadłam, swoje dwa kimonka nosiłam praktycznie przez cały okres wakacyjny. Jedno dłuższe, szare (z Zary), drugie krótkie w graficzne wzory ( również z Dresslinka) stało się totalnym hitem w mojej garderobie.

Stylizacja niechcieja...zakładasz szorty +zwykłą bokserkę na to kimono i w zależności od wyjścia szpilki, japonki czy trampki i wyglądasz dobrze. To taki rodzaj ubioru który ze wszystkim będzie prezentował się dobrze i nawet kiedy nie ma się pomysłu na ubiór to momentalnie stworzy cały strój :)
Więc rozumiecie, dlaczego musiałam kupić  kolejne kimono...Tym razem zdecydowałam się na czarną wersję,  moja Mama określiła to mianem mrocznego boho ;) i chyba coś w tym jest :)
Kimono ogólnie sięga mi w pół uda, rękaw to typowe 3/4 jednak jak widzicie na poniższym zdjęciu zarówno rękaw jak i dół wykończone są  długimi frędzlami. Tkanina to syntetyk ale nie jest to  ordynarnie "plastikowy" materiał. Skóra spokojnie w nim oddycha. Frędzlę są delikatne ale nosiłam je już parę razy i póki co żadnego nie uszkodziłam, pralka też miała dwie okazje aby je splątać, ale okazała się łaskawa.

Początkowo planowałam nosić je do botek i kapelusza ale samo kimonko jest raczej cienkie więc z filcem nie będzie się prezentowało dobrze. Zostaję więc w szafie do wiosny ewentualnie do lata, bo wtedy zamierzam podbijać w nim świat :)


_______________________________________________________________________

Miśki moje Miśki dajcie znać czy coś się Wam spodobało z mojego zamówienia :) 
Nie chce tu żebrolajkować, ale gdybyście chciały mi pomóc to zapraszam do kliknięcia w poniższe linki, dla Was to chwila  a dla mnie to dalsza możliwość współpracy :)



Aha dajcie znać czy ogarniacie te azjatyckie rozmiarówki, zawsze mam problem z tym  aby się wpasować...

Ściskam :*